Duch Święty

image_pdfimage_print

 

Duch Święty

1. Duch Św. jako osoba i relacja z nim

Po pierwsze: Duch Święty jest Bogiem, jest trzecią osobą Trójcy Świętej. Niby oczywiste, a jednak nie. Większości z nas słowo „duch” kojarzy się z jakąś energią, z tchnieniem, z poruszeniem, a nie z żywą, autonomiczną osobą. Nawet jeśli w teorii przyznajemy, że Duch Święty jest osobą, w praktyce znacznie więcej uwagi poświęcamy działaniu Ducha, Jego natchnieniu czy Jego darom niż Jemu samemu. Tymczasem wszelka łaska, wszelki dar, który pochodzi od Boga jest łaską i darem osobowym. Bardzo często chcielibyśmy sobie „wziąć” Ducha Świętego, przywłaszczyć Jego działanie, mieć Jego moc… to jednak niemożliwe. To tak, jakbyśmy chcieli mieć moc swojego ziemskiego ojca. Dopóki jesteśmy w relacji z nim, dopóki żyjemy w jego domu, dopóty „mamy” moc swojego taty – ta moc nas ochrania, naprawia to co, zepsute, żywi nas… Kiedy uciekniemy z domu rodzinnego, natychmiast tracimy tę moc. Ta analogia odnosi się do naszej relacji ze wszystkimi trzema osobami Trójcy. Nie możemy „mieć” ani Ojca, ani Syna, ani Ducha Świętego. Możemy jednak należeć do Bożej „rodziny”, przebywać w Bożym „domu”.

Jeśli wierzymy w Boga, a nie w jakiegoś bożka, musimy przyjąć, że Boga nie da się zamknąć w słowach ani obrazach – dlatego jedynym sposobem „intymnego” poznania Boga jest poddanie się Duchowi, który „zna to, co Boskie” Często w naszej relacji z Bogiem popełniamy błąd, biorąc obraz za to, co przedstawia. Czcimy własne wyobrażenia Boga. Idealizujemy ludzką opiekuńczość, piękno, łagodność, albo też moc, niezmienność, zdecydowanie – i przypisujemy te cechy Bogu. Nie bez powodu, bo jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. Ale choćbym miał niezwykły talent malarski czy rzeźbiarski i wykonał portret czy statuę najpiękniejszej kobiety na ziemi, portret ani statua nie będzie mnie wspierać, kiedy będę potrzebował pomocy, nie urodzi mi dzieci, nie ugotuje obiadu… Czemu to, co jest oczywiste w relacjach ludzkich, nagle staje się nieoczywiste w odniesieniu do Boga? Skoro tak wielka jest różnica między wyobrażeniem kobiety a kobietą – choć jedno i drugie składają się z materii, o ileż większa musi być różnica między naszymi wyobrażeniami o Bogu a samym Bogiem! Dlaczego więc modlimy się do portretów, symboli, czcimy różne przedmioty kultu, szukając w nich zbliżenia do Boga – zamiast przyzywać Ducha Świętego?

„Pożyteczne jest dla was moje odejście… Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy” (J 15,6-15). Dlaczego Jezus nie chciał zostać z nami – przecież przyszedł po to, żeby nam objawić Ojca. Czy patrząc na Jezusa nie poznalibyśmy Ojca lepiej niż nie widząc Go? Nie, bo poznanie Ojca wymaga tchnienia od wewnątrz, które dopełni słów i czynów Jezusa. Prawda, którą ma objawić Duch Święty nie jest irracjonalna, ale przekracza rozum. Jest to niejako „pogłębienie” lub „rozszerzenie” naszych naturalnych kategorii myślowych (1Kor 2,10-16). Za prawdziwym poznaniem Boga idzie też możliwość głębszego poznania całej rzeczywistości nadprzyrodzonej i przyrodzonej.

Duch Święty wieje jak chce. Mówi o tym J 3, ale także scena z Dz 10,44, w której Duch zstępuje na pogan jeszcze przed chrztem! Oznacza to, że Bóg, choć stworzył Kościół i sakramenty, nie jest nimi ograniczony. To daje dużo do myślenia: Bóg chce działać w Kościele i chce dobra Kościoła, który jest ciałem Chrystusa, ale chce też dobra każdego człowieka, nawet tego, który z różnych powodów nie może (w pełni) być członkiem Kościoła. Nie odmawia więc swego ducha ludziom dobrej woli. Jest jednak wiele darów Ducha, które możliwe są tylko w kontekście Kościoła.

Działanie Ducha jest tak różnorodne w danym człowieku, że trudno nazwać wszystkie Jego działania. Lektura dzieł teologicznych może przyprawić o zawrót głowy: Duch przynosi rozmaite łaski, dary Ducha Świętego, umacnia cnoty naturalne, przynosi cnoty wlane, jednoczy z Bogiem na modlitwie, wstawia się za nami, daje różnego rodzaju natchnienie (nie tylko artystyczne czy twórcze, ale także do konkretnych działań), uczy mówić. Żeby trochę ograniczyć ten zawrót głowy, powiedzmy przede wszystkim o darach Ducha Świętego.

Przy okazji – można pisać traktaty, ale lepiej mówiąc o Duchu Świętym za bardzo nie teoretyzować, tylko powoływać się na doświadczenie. Czy rzeczywiście działanie Ducha Świętego jest doświadczalne? Oczywiście, że tak! Ale musimy prosić o Ducha i przygotowywać się na Jego przyjęcie, inaczej będzie to doświadczenie słabe. Zwróć uwagę na te dwie rzeczy: prosić i przygotować. Gdy prosisz o jałmużnę, przygotowujesz jednocześnie jakieś naczynie na to, co chcesz otrzymać – choćby wyciągnięte ręce. Nie wystarczy tylko prosić o Ducha Świętego. Musisz wiedzieć, czego się spodziewać po Duchu Świętym i przygotować odpowiednie naczynie!

2. Zesłanie jako ukoronowanie dzieła Zbawienia. Wynika to z tego, co powiedział sam Jezus: „jeśli nie odejdę, nie zostanie zesłany Pocieszyciel, Duch Prawdy”. Zastanawiamy się, dlaczego w ogóle Jezus musiał odejść i co by było gdyby nie przyszedł Duch Święty. Dlaczego tak musiało być? Czy to tajemnica? Trochę tak, ale niektóre jej składniki możemy zrozumieć. Gdyby nie przyszedł Duch Święty:

* nie byłoby głoszenia Jezusa — Apostołowie nie mogliby głosić Jezusa z mocą, a jedynie ludzkimi sposobami przekonywać.

* ludzie nie mogliby przyjąć Jezusa, bo tylko Duch Święty „kruszy serce” i daje moc powiedzenia „Panem jest Jezus” (1Kor 12,3)

* nie byłoby dziecięctwa Bożego (Rz 8,14-17), a co za tym idzie — prawdziwego poznania Boga i upodobnienia się do Niego

* nie byłoby Kościoła jako wspólnoty „o jednym sercu i jednym duchu”

* nie moglibyśmy pojąć prawd Bożych — gdybyśmy byli zmuszeni oceniać je tylko naturalnym rozumem. To właśnie Duch pozwala nam przekroczyć ograniczenie rozumu. Wielu ludzi doświadcza tego już w momencie, kiedy pierwszy raz świadomie mówią „Jezus jest moim Panem”, czyli przyjmują Jezusa do swojego życia: nagle czują, jak zmienia się ich perspektywa, jak gdyby otwiera nowy horyzont.

3. Chrzest w Duchu Św. jako podstawa inicjacji chrześcijańkiej Co oznacza „chrzest w Duchu Świętym”? Na początku chrześcijanie przyjmowali jednocześnie sakrament chrztu i bierzmowania (Por. Dz 19,5). Dopiero praktyka chrztu niemowląt rozdzieliła te dwa sakramenty.

Dz 19,1-6 Kiedy Apollos znajdował się w Koryncie, Paweł przeszedł okolice wyżej położone, przybył do Efezu i znalazł jakichś uczniów. Zapytał ich: Czy otrzymaliście Ducha Świętego, gdy przyjęliście wiarę? A oni do niego: Nawet nie słyszeliśmy, że istnieje Duch Święty. Jaki więc chrzest przyjęliście? – zapytał. A oni odpowiedzieli: Chrzest Janowy. Jan udzielał chrztu nawrócenia, przemawiając do ludu, aby uwierzyli w Tego, który za nim idzie, to jest w Jezusa – powiedział Paweł. Gdy to usłyszeli, przyjęli chrzest w imię Pana Jezusa. A kiedy Paweł włożył na nich ręce, Duch Święty zstąpił na nich. Mówili też językami i prorokowali.

* Doktryna „ex opere operato” — sakrament jest ważny i pewny, ponieważ jest gwarantowany mocą Bożą, a nie naszym nastawieniem. Ta doktryna jest bardzo ważna — bez niej sprowadzilibyśmy sakramenty do jakiejś magii: ważniejsze byłoby to, co (i jak) robi osoba udzielająca sakramentu (szafarz) niż Ten, który jest sprawcą sakramentu. To Bóg swoim autorytetem gwarantuje absolutną pewność działania łaski w sakramencie. Jeśli czynimy znak, który z woli Boga jest sakramentem, to Bóg udziela łaski, którą obiecał — nawet jeśli nasza możliwość odbioru tej łaski jest słaba.

* A jednak skutki sakramentu są różne, ponieważ istnieje także druga strona „ex opere operantis”. Jeśli nie jestem odpowiednio przygotowany, a także gdy nie jestem otwarty na jakąś rzeczywistość, nie mogę jej doświadczyć, choć potencjalnie już ją mam (czy raczej zostałem włączony w tę rzeczywistość). Jest to analogicznie jak w ludzkich rzeczywistościach czy społecznościach: osoba niepełnoletnia ma prawa obywatelskie tylko potencjalnie, nie może (a także nie umie) się nimi posługiwać. Co więcej, nawet nie widzi potrzeby posługiwania się nimi. Można tę samą rzecz wykazać na różnych podobieństwach: osoba, która otrzymuje aviso na paczkę, ma pełne prawo do paczki. Paczka przejechała całą drogę od nadawcy, czeka na nią w urzędzie pocztowym i nikt inny nie może jej odebrać. Tak łaska Boża udzielona w sakramencie jest naprawdę nasza i nikt nie może jej odebrać. Ale jeśli nie wezmę aviso, nie pójdę na pocztę, następnie nie odpakuję paczki, nie będę mógł cieszyć się jej zawartością. Tak też sakrament: jeśli nie przyjmę go aktywnie, z odpowiednim nastawieniem, jego skutki będą słabe. Być może najlepszą analogią do sakramentu (zwłaszcza chrztu) jest adopcja: w momencie adopcji mały człowiek staje się naprawdę dzieckiem swojego przybranego rodzica. Niezależnie od swoich wybryków czy humorów od tej pory cały czas będzie tym dzieckiem. Ma jednak wolny wybór: może skorzystać z szansy, jaką daje mu nowy dom, a może nie skorzystać. Może zbuntować się przeciw swoim nowym rodzicom. Podobnie wyglądają w nas często skutki sakramentów chrztu i bierzmowania: choć ze strony Boga przybranie nas za swoje dzieci jest nieodwołalnym faktem, nasza własna postawa sprawia, że nie możemy się cieszyć skutkami tego przebywania w domu Ojca. Jesteśmy dziećmi, a zachowujemy się jak niewolnicy, czy wręcz wrogowie własnego Ojca. Często próbujemy kraść własnemu Ojcu to, co nam się należy i co chętnie dałby wraz ze swoją miłością. Cóż za absurd!

A jest to absurd codzienny: zamiast cieszyć się darem muzyki tak, by rzeczywiście „rosło w nas serce”, posługujemy się muzyką do zabijania czasu i myśli. Zamiast wykorzystywać ogromne zdolności naszego intelektu do budowania świata szczęśliwego i sprawiedliwego, zastrzegamy sobie patenty, prawa autorskie – wszystko tylko dla szmalu, byle wydusić jeszcze jedną złotówkę, jeszcze jednego dolara. Na początku XX wieku, kiedy w ogóle po raz pierwszy w dziejach ludziom przyszło do głowy, że można wielokrotnie zarabiać na prawach do publikacji własnej myśli (stąd konwencja berneńska), sprawiedliwe było, żeby zastrzegać prawa autorskie przez 25 lat. Teraz sprawiedliwe jest, żeby zastrzegać je na 75 lat. Ciekawa ta sprawiedliwość. W przeciągu wieku liczba potencjalnych czytelników danego wydania wzrosła kilkukrotnie (bo wzrosła populacja Ziemi, bo powszechna stała się alfabetyzacja, a także techniki produkcji i sposoby dystrybucji książek bardzo posunęły się do przodu). Logiczne byłoby więc skrócenie ochrony praw autorskich. Ale co komu po logice, jak można zarobić większe pieniądze?

Pewne katolickie wydawnictwo w odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie zgadza się na udostępnienie tekstu Pisma Świętego (nawet odpłatnie) w postaci elektronicznej odpowiedziało, że to w trosce o czytelników i dobro Pisma Świętego. Ciekawe, że w komputerowych programach wspierających lekturę Biblii dostępne są dziesiątki przekładów na różne języki (niektóre, najnowsze – odpłatnie), tylko z polskim jest problem. Dobrem czytelników jest to, by im nie udostępniać tekstu… Ręce opadają. I co robią czytelnicy oraz twórcy programu (Theophilos), aby jednak móc czytać Biblię po polsku? Udostępniają go „do testów” czy też „nieoficjalnie”… I zapewne mają przy tym poczucie winy, że oszukują, kradną. Czy to nie absurd? Czy nie prościej powiedzieć, że nie chodzi o żadne dobro czytelników, tylko o czerpanie nienależnych zysków, kupczenie Słowem Bożym? Po co to wszystko piszę? Ano dziwimy się, że nie doświadczamy mocy Ducha Świętego w życiu. Jak jednak mamy jej doświadczyć, skoro zamieniliśmy życie w domu Bożym jak dzieci na podkradanie drobnych z Bożego portfela? Skoro osobom wydającym Pismo Święte nie przeszkadza taki stan rzeczy, jak wyżej opisany, to cóż dziwić się ludziom, którzy w swej codziennej pracy nie obcują ze Słowem Bożym, lecz z ludzkim – często twardym, okrutnym, raniącym serce. Czyż ich serca mogą być jeszcze otwarte na Boże ciepło i miłość?

* A jednak. Można doświadczyć Bożego dotknięcia. Nie jest do tego potrzebne ani wykształcenie teologiczne (które wręcz przeszkadza), ani też jakieś szczególne umartwienie swojego ciała, tak żeby uwolnić swego ducha. Potrzebna jest natomiast jednoznaczna decyzja z mojej strony: tak chcę. Oraz wspólnota Kościoła, w której możliwe jest otrzymanie tego daru. Chrzest w Duchu to doświadczenie mocy (czyli działania) Ducha w moim życiu. Nie chodzi o doświadczenie emocjonalne. Emocje są tylko wskaźnikiem. „Doświadczenie” oznacza doznanie czegoś. Tak jak gdy ktoś mnie dobrze traktuje, mówię „doświadczyłem jego życzliwości” — choć być może w momencie tego doświadczenia w żaden sposób nie zareagowałem emocjonalnie; ale to, że ktoś okazał mi życzliwość jest faktem. U niektórych osób doświadczenie Ducha określane mianem „chrztu w Duchu Świętym” ma charakter bardziej intelektualny (jakby otwiera się nowe zrozumienie), u innych moralny (zyskują pewną łatwość w czynieniu dobra, zwłaszcza dotyczącego budowania wspólnoty Kościoła). U innych — zwłaszcza tych, którzy nawrócili się z poważnych grzechów albo szczególnie wrażliwych emocjonalnie (predyspozycja do daru proroctwa?) — to doświadczenie wiąże się z silnymi emocjami.

* Co czyni Duch Święty podczas „chrztu w Duchu”? To co zawsze, ale też zawsze czyni na miarę naszego otwarcia się. A „chrzest w Duchu”, czyli modlitwa z nałożeniem rąk, w której prosimy o wylanie Ducha lub odnowienie w nas Jego działania, jest okazją do szczególnie szerokiego otwarcia się. Jeśli więc wymieniam kilka spośród Jego działań, to oczywiście nie twierdzę, że nie istnieją one poza doświadczeniem „chrztu w Duchu”, jest jednak faktem doświadczalnym, że podczas tego „chrztu” (lepiej byłoby mówić: odnowienia chrztu) zachodzą one ze szczególną siłą. To nie teoria, ale praktyka. Duch Święty naprawdę:

a) uwalnia człowieka od różnych ograniczeń. Człowiek naprawdę jest istotą ograniczoną z samej natury. Dodatkowo — ogranicza nas słabość, która pochodzi z grzechu. Perspektywa Ducha Świętego jest nieograniczona: może więc pociągnąć nas na szerokie wody, dając natchnienie, zrozumienie…

b) daje moc, która wspiera nas, pozwalając robić rzeczy wielkie, a nawet „szalone” po ludzku. Działanie Ducha Świętego nie jest skierowane wyłącznie do rozumu, ale także do naszej woli. Siła duchowa jest wielokrotnie znacznie ważniejsza od siły fizycznej. Samą siłą fizyczną można się obronić od chwilowej napaści, ale do dobrego przeżycia własnego życia jest potrzebna ogromna siła duchowa — żeby nie dać się przeciwnościom. Nieraz niepozorna niewiasta potrafi wprawić w zakłopotanie wielkiego męża – bo jej serce jest pełne Ducha, a jego – puste i zalęknione.

c) daje intymną więź z Bogiem. To jest najcudowniejsze działanie Ducha Świętego. W tej dziedzinie nie ma żadnej innej możliwości — tu już nawet nie możemy powiedzieć, że Duch Święty nas wspiera: w osobistej relacji z Bogiem Duch Święty kieruje nami od początku do końca. My możemy jedynie mówić „tak”.

d) wspiera ludzkie rozumienie, dając dar poznania Boga, a także dar rozeznawania duchów. Oczywiście ludzkie rozumienie zawsze będzie ograniczone, ale tak jak dziecko może powiedzieć, że „zna” swoich rodziców, tak i my rzeczywiście poznajemy Boga — choć nie umiemy Go zrozumieć w pełni. Jeśli chodzi o rozeznawanie duchów – jest to dar, który rzadko udzielany jest jednorazowo, natychmiast i w całej pełni. Zazwyczaj rozwija się on wraz z rozwojem psychologicznym i duchowym.

e) Duch pokazuje nam prawdę o nas samych, prowadzi do pokory i skruchy. Widziałem to na własne oczy i zapewniam, że żadna budowana na ludzkich emocjach skrucha nie może się równać z tym darem Ducha Świętego. Przypominam sobie w tej chwili mojego kolegę, który był przekonany, że słusznie postępuje, na kilka godzin przed modlitwą o wylanie Ducha jeszcze przekonywał innych, że ma rację. A w trakcie modlitwy, gdy jedna z osób otrzymała dar poznania (ukrytych grzechów) i zaczęła mówić wprost o jego życiu, połamał się jak spróchniałe drzewo i zapłakał jak dziecko. Po wyjściu z kościoła był już zupełnie innym człowiekiem. Na tej samej modlitwie ja usłyszałem głos osoby modlącej się za mnie – co dziwne: był to głos cichy, dochodzący z odległości kilku metrów, a jednak przeniknął mnie do szpiku kości. Były to słowa „Panie, skrusz go”. Zostałem skruszony. Naprawdę, nigdy wcześniej w życiu nie czułem, że jestem tak nędzny, że jest we mnie tyle kłamstwa i udawania. W tej jednej chwili poczułem, jak runął mur mojej pychy. Życzę każdemu, żeby tego doświadczył…

f) udziela zwyczajnych „łask stanu” i wspiera ich działanie. Łaski stanu to Boża moc, która pozwala nam wykonywać zwykłe życiowe obowiązki (np. rodzica, kapłana, wychowawcy, pracownika) w taki sposób, że są i doskonałe moralnie i prowadzą do prawdziwego uświęcenia.

g) udziela rozmaitych darów, m.in. tych 7, które wymieniane są w katechizmach, ale także darów charyzmatycznych.

* Czym są charyzmaty? Trzeba wiedzieć, że moc Ducha Świętego ma co najmniej 2 kierunki: budowanie wierzącego oraz budowanie Kościoła. Stąd część działań i darów Ducha wiąże się bezpośrednio z moją relacją do Boga, część zaś pozwala mi służyć innym chrześcijanom (a także głosić Ewangelię niechrześcijanom). Dary tego drugiego rodzaju (a właściwie ich część) nazywane są charyzmatami. Jest to niesłychanie ważne rozróżnienie. W teologii wiązane jest ono często z dwoma rodzajami łask: gratia gratum faciens oraz gratia gratis data. Te pierwsze są bardziej istotne dla człowieka, bo cóż mu po tym, że cały świat zyska — nawet jeśli nawróci pół świata, jeśli swoją własną duszę zgubi. W istocie jest tak, że Bóg udziela tych dwóch rodzajów mocy Ducha dość (ale nie całkiem) niezależnie: nie zawsze osobista świętość łączy się z szerokim oddziaływaniem; często też osoba obdarowana darami budującymi Kościół, wśród których najbardziej wyróżniają się dary języków, proroctwa, uzdrawiania, głoszenia Słowa nie dba wystarczająco o swoją relację z Bogiem, tak że w pewnym momencie pojawia się syndrom „wypalenia”. Wniosek z tego taki, że trzeba mówić o jednych i drugich darach, pragnąć jednych i drugich darów i być otwartym na to dwojakie działanie Ducha Świętego.

* Moc Ducha Świętego przerasta i rozum, i uczucia, ale nie jest sprzeczna z rozumem i uczuciami. To znaczy, że nie da się w pełni ogarnąć (czyli niejako zapanować nad) tej mocy, ale jest ona zgodna z wewnętrznymi pragnieniami i dyspozycjami człowieka. To raczej ta moc ma ogarnąć człowieka niż on posiąść tę moc. Można też sobie wyobrazić to na sposób wychowania w rodzinie: dzieci nie umieją pojąć i ogarnąć rozumem całego świata rodziców, a jednak korzystają z ich działania i gdy pozostają w rodzinie zarówno przez słowa, przykład rodziców, jak i doświadczanie opieki i działania rodziców stopniowo wzrastają w mądrości. Podobnie i my: na początku życia duchowego możemy tylko poddawać się Duchowi, jak niemowlęta, potem zaś stopniowo wzrastamy i zaczynamy rozumieć Jego działanie. Zawsze jednak potrzebujemy Jego mocy — zrozumienie czegoś nie zastąpi bowiem samej rzeczy (tak jak inżynier może rozumieć działanie samochodu, ale chcąc dojechać do pracy musi mieć też konkretnie istniejący samochód).
4. Dary Ducha Św. (niektóre)

a) Dar języków: jest najmniejszy z darów, ale nawet jeśli pragniemy większych, często otrzymujemy najpierw dar języków — który jest niejako pierwszym stopniem, czy też bramą do innych. Dlaczego? Między innymi dlatego, że uwalnia nas z postawy ciasnego racjonalizmu: że tylko to zaakceptuję, co jestem w stanie zawrzeć w zrozumiałym języku i opanować moim rozumem. Tymczasem Bóg chce, byśmy przyjęli więcej niż możemy zrozumieć.

b) Dar proroctwa: chodzi tu raczej o „ostrzejsze” widzenie wybranych aspektów rzeczywistości, w perspektywie duchowej niż o przepowiadanie jakiejś przyszłej sytuacji. Ale z drugiej strony jeśli pojawia się taka (zazwyczaj nagła) ostrość widzenia, może ona oznaczać zarówno sięgnięcie w głąb, jak i w przód. Jest to często nagle pojawiająca się świadomość jakichś słów lub obrazów, które są „większe ode mnie”, przynoszą jednocześnie radość, bo czuję, że pochodzą od dobrego Boga i niepokój, bo przerastają zrozumienie. Dar proroctwa musi być poddany rozeznaniu: po pierwsze dlatego, że istnieją fałszywe proroctwa, po drugie dlatego, że bardzo wiele proroctw odnosi się tylko do pewnych osób z grona słuchających, albo tylko do określonej sytuacji (o której nie wszyscy wiedzą), albo dotyczy odległej przyszłości itd.

c) Dar poznania: chodzi tu o nadnaturalne widzenie rzeczy zakrytych, np. czyjejś choroby, Bożego uzdrawiania tejże, czyichś grzechów (1Kor 14,24-25). Jest to innego rodzaju dar niż proroctwo, ponieważ jest zadziwiająco konkretny.

d) Dar uzdrawiania: poprzez modlitwę z nałożeniem rąk lub nawet zwykłą modlitwę wstawienniczą osoby z takim darem Bóg uzdrawia z chorób cielesnych i duchowych

e) Dar rozeznania: ten dar często wiąże się z posługą pewnej władzy udzielonej w Kościele, ale także z osobistym rozwojem duchowym i intelektualnym. Polega na umiejętności zrozumienia, czy dane dzieło, dane zachowanie pochodzi od Boga, od człowieka, czy od złego ducha i czy dany plan jest zgodny z wolą Bożą, czy też nie. Jest to coś więcej niż naturalna roztropność, ale nie jest też przeciwstawny roztropności, raczej z nią współdziała: Dz 15,28. Może też (ale nie musi) być związany z darem poznania, jak w Dz 16,16-18. Skompletowanie pełnej listy darów Ducha oraz dogłębne wyjaśnienie działania poszczególnych darów wymagałoby napisania sporej książki, na tym więc skończę. Ale Ty nie kończ. Zacznij przyzywać Ducha i pozwól Mu się prowadzić!

Maciej Górnicki (Konspekt konferencji wygłoszonej przed Zesłaniem Ducha Świętego, 06.2003)